Posts Tagged ‘morze’

Justyna i Bartek to chyba najbardziej zakręcona i szalenie pozytywna para, z jaką nam było dane jak na razie współpracować. W dniu ślubu uśmiech nie schodził im z twarzy ani na sekundę, było również pełno zabawnych momentów i min, nawet podczas ceremonii zaślubin :) …a do tego napis na butach Bartka „Freedom R.I.P.” – będący ostatnim pożegnaniem z beztroskim kawalerskim życiem ;) . Również wesele było bardzo udane, a goście świetnie bawili się przy muzyce Malwiny Maniuk i jej zespołu. Kilka tygodni po weselu odbyła się sesja plenerowa nad morzem… a właściwie częściowo na plaży i częściowo w morzu – poniżej efekty naszej nadmorskiej współpracy z Justyną i Bartkiem. Za kilka dni postaramy się wrzucić na bloga także reportaż z przygotowań, ślubu i wesela.

Zdjęcia ślubne w morzu
Trash the dress
sesja ślubna w morzu
plener ślubny w morzu
plener w morzu
sesja w morzu
ekstremalny plener ślubny
sesja ślubna na plaży
sesja na plaży
plener ślubny na plaży
plener na plaży
zdjęcia ślubne na plaży
zdjęcia ślubne nad morzem
plener ślubny nad morzem
plener nad morzem
sesja ślubna nad morzem
sesja nad morzem
nietypowa sesja ślubna
nietypowy plener ślubny
fotografia ślubna
wedding photography europe
zdjęcia ślubne
wedding photographer
wedding outdoor session
the best wedding pictures
najlepsze zdjęcia ślubne
najlepszy fotograf ślubny
ciekawe miejsca na plener ślubny

Jodu, jodu… :)

Wrzesień 8, 2009

Korzystając z kilku wolnych dni w zabieganym sezonie ślubnym, postanowiliśmy zaczerpnąć świeżego oddechu oraz naładować się jodem i wyruszyliśmy nad Bałtyk. Milenka została odprawiona do Babci i Dziadka w Lesznie – w końcu żeby odpocząć na maksa należy się i nam kilka nocy bez butelki i zmiany pieluch ;) . Była też wtopa – sprzęt foto zapomniany został w Kościanie (buuuuu :( ), musieliśmy sobie radzić awaryjnie pstrykami z Nokii. Był to chyba pierwszy wyjazd bez konkretniejszego aparatu, za to tym razem skupiliśmy się na oglądaniu, zamiast na robieniu zdjęć, więc nie ma tego złego ;) … Pogoda oczywiście nas nie rozpieszczała, ale w porównaniu do zeszłorocznego wrześniowego wyjazdu nad morze i tak nie było źle. Pochmurno, czasem chłodno, czasem wietrznie, ale i słońce dało się zauważyć :) . Pierwszy dzień – Łeba – 5,5 km (w 1 stronę) na ruchome wydmy pokonaliśmy rowerami (co do dzisiaj odczuwa tyłeczek Marka heheh :P ). Wydmy na tyle wpadły nam w oko, że dnia następnego zapuściliśmy się na nie pieszo-plażą. Wg GPS’a 4 km. Niestety, Marek pomylił się w zaznaczeniu miejsca docelowego, szliśmy prawie 7 km. Powrót – kolejne 7 km. Nie byłoby źle, nawet łydki dawały radę, gdyby nie ULEWA, która złapała nas po drodze i przelotna burza… Daliśmy radę, przemoczeni wsiedliśmy w autko i pojechaliśmy do 3miasta. Tam zatrzymaliśmy się u rodziny w Pruszczu Gdańskim (Ciocię i Wujka pozdrawiamy i za gościnę dziękujemy :) !), a następnego dnia z zakwasami ruszyliśmy na sopocką plażę. Nasze próby wylegiwania się i nicnierobienia przerywał co chwilę silny wiatr, który zwalał nam na głowy prowizorycznie ustawiony parawan, dlatego też resztę dnia spędziliśmy włócząc się po plaży. Wieczór był przesympatyczny – spotkanie z naszymi przyjaciółmi, Karolą i Marcinem oraz ich śpiącą już, prześliczną córeczką Nadią – nie widzieliśmy się równo rok! Nie mogliśmy się nagadać, tym bardziej, że nie wiadomo kiedy znów się zobaczymy, pewnie nieprędko :( … Było super, pozdrawiamy Was Kochani serdecznie :) ! Sobota minęła pod znakiem Westerplatte i kolejnego włóczenia się – tym razem po plaży w Gdańsku, a dzień zakończył się naszą wizytą u kuzyna Marka, Andrzeja i jego żony Kasi, gdzie głównym tematem było sprawozdanie (także zdjęciowe) z ich ślubu i podróży poślubnej na Sri Lankę. Kasiu i Andrzeju, również pozdrówki przesyłamy :) … Ahhh ciężko się było rozstać z morzem – pewnie znowu na rok…

morze2009-2

morze2009-3

morze2009