Archive for the ‘Wyjazdowo, wakacyjnie… | Holidays…’ Category

Sezon ślubny cały czas trwa i ciężko znaleźć wolną chwilę. Jednak chociaż cały jeden dzień w tygodniu musi być dla rodzinki :) . Z letnich, słonecznych i w miarę ciepłych dni już niewiele zostało i pewnie na cieplejsze chwile trzeba będzie czekać do przyszłego roku (no chyba, że pogoda nas pozytywnie rozczaruje), więc wczorajsze dość ładne niedzielne popołudnie postanowiliśmy spędzić nad pobliskim jeziorem, czyli „na Dębcu” ;) . Wypad na plażę oczywiście szczególnie spodobał się Milence – mogła się wybiegać i wyturlać w piasku do woli :) .

fotografia rodzinna
fotograf kościan

Sezon weselny już w pełni, ale jeszcze zanim na dobre się rozpoczął, to ostatni tydzień maja spędziliśmy w gorącym Egipcie, na pierwszych „poważnych” wakacjach we trójkę – z Milenką (hmmmm a raczej w szóstkę, bo razem z nami nad Morzem Czerwonym wypoczywała również babcia Renia, dziadek Krzysiu i babcia Ewa ;) ). Pogoda dopisała – nie mogło być inaczej! Średnia temperatura w dzień 35 C, w nocy niewiele mniej. Dużo basenów, piękna plaża, pyszne jedzenie – wypoczywaliśmy w hotelu Caribbean World Resorts w Soma Bay, ok.50 km na południe od Hurghady. Wyjazd zorganizowany był przez biuro Sun & Fun. Pierwszy zagraniczny wyjazd z Milenką i pierwszy wyjazd typowo hotelowo-wypoczynkowy, czyli całymi dniami odpoczynek na plaży, w morzu czy przy hotelowych basenach. Dotychczas wszelkie nasze podróże małe czy duże, opierały się w większości na zwiedzaniu, a leżenie plackiem było tylko małym dodatkiem. Jednak teraz ciągnięcie 15-miesięcznego dziecka na jakiekolwiek dłuższe wycieczki fakultatywne odpadało, ale za to czas wesoło nam mijał na lepieniu babek z piasku i pluskaniu się w cieplutkiej wodzie :) . Jednymi z fajniejszych przeżyć była wycieczka łodzią ze szklanym dnem na krótki snorkeling oraz godzinne szaleństwo na quadach (oczywiście bez Milenki) po pustyni o zachodzie słońca, klimat był naprawdę nieziemski i na pewno jeszcze kiedyś będziemy chcieli to powtórzyć. Dzisiaj tylko jedna fotka z naszą Milenką w roli głównej, za jakiś czas wrzucimy więcej zdjęć z Egiptu na bloga…

Jodu, jodu… :)

Wrzesień 8, 2009

Korzystając z kilku wolnych dni w zabieganym sezonie ślubnym, postanowiliśmy zaczerpnąć świeżego oddechu oraz naładować się jodem i wyruszyliśmy nad Bałtyk. Milenka została odprawiona do Babci i Dziadka w Lesznie – w końcu żeby odpocząć na maksa należy się i nam kilka nocy bez butelki i zmiany pieluch ;) . Była też wtopa – sprzęt foto zapomniany został w Kościanie (buuuuu :( ), musieliśmy sobie radzić awaryjnie pstrykami z Nokii. Był to chyba pierwszy wyjazd bez konkretniejszego aparatu, za to tym razem skupiliśmy się na oglądaniu, zamiast na robieniu zdjęć, więc nie ma tego złego ;) … Pogoda oczywiście nas nie rozpieszczała, ale w porównaniu do zeszłorocznego wrześniowego wyjazdu nad morze i tak nie było źle. Pochmurno, czasem chłodno, czasem wietrznie, ale i słońce dało się zauważyć :) . Pierwszy dzień – Łeba – 5,5 km (w 1 stronę) na ruchome wydmy pokonaliśmy rowerami (co do dzisiaj odczuwa tyłeczek Marka heheh :P ). Wydmy na tyle wpadły nam w oko, że dnia następnego zapuściliśmy się na nie pieszo-plażą. Wg GPS’a 4 km. Niestety, Marek pomylił się w zaznaczeniu miejsca docelowego, szliśmy prawie 7 km. Powrót – kolejne 7 km. Nie byłoby źle, nawet łydki dawały radę, gdyby nie ULEWA, która złapała nas po drodze i przelotna burza… Daliśmy radę, przemoczeni wsiedliśmy w autko i pojechaliśmy do 3miasta. Tam zatrzymaliśmy się u rodziny w Pruszczu Gdańskim (Ciocię i Wujka pozdrawiamy i za gościnę dziękujemy :) !), a następnego dnia z zakwasami ruszyliśmy na sopocką plażę. Nasze próby wylegiwania się i nicnierobienia przerywał co chwilę silny wiatr, który zwalał nam na głowy prowizorycznie ustawiony parawan, dlatego też resztę dnia spędziliśmy włócząc się po plaży. Wieczór był przesympatyczny – spotkanie z naszymi przyjaciółmi, Karolą i Marcinem oraz ich śpiącą już, prześliczną córeczką Nadią – nie widzieliśmy się równo rok! Nie mogliśmy się nagadać, tym bardziej, że nie wiadomo kiedy znów się zobaczymy, pewnie nieprędko :( … Było super, pozdrawiamy Was Kochani serdecznie :) ! Sobota minęła pod znakiem Westerplatte i kolejnego włóczenia się – tym razem po plaży w Gdańsku, a dzień zakończył się naszą wizytą u kuzyna Marka, Andrzeja i jego żony Kasi, gdzie głównym tematem było sprawozdanie (także zdjęciowe) z ich ślubu i podróży poślubnej na Sri Lankę. Kasiu i Andrzeju, również pozdrówki przesyłamy :) … Ahhh ciężko się było rozstać z morzem – pewnie znowu na rok…

morze2009-2

morze2009-3

morze2009