Jodu, jodu… :)

Wrzesień 8, 2009

Korzystając z kilku wolnych dni w zabieganym sezonie ślubnym, postanowiliśmy zaczerpnąć świeżego oddechu oraz naładować się jodem i wyruszyliśmy nad Bałtyk. Milenka została odprawiona do Babci i Dziadka w Lesznie – w końcu żeby odpocząć na maksa należy się i nam kilka nocy bez butelki i zmiany pieluch ;) . Była też wtopa – sprzęt foto zapomniany został w Kościanie (buuuuu :( ), musieliśmy sobie radzić awaryjnie pstrykami z Nokii. Był to chyba pierwszy wyjazd bez konkretniejszego aparatu, za to tym razem skupiliśmy się na oglądaniu, zamiast na robieniu zdjęć, więc nie ma tego złego ;) … Pogoda oczywiście nas nie rozpieszczała, ale w porównaniu do zeszłorocznego wrześniowego wyjazdu nad morze i tak nie było źle. Pochmurno, czasem chłodno, czasem wietrznie, ale i słońce dało się zauważyć :) . Pierwszy dzień – Łeba – 5,5 km (w 1 stronę) na ruchome wydmy pokonaliśmy rowerami (co do dzisiaj odczuwa tyłeczek Marka heheh :P ). Wydmy na tyle wpadły nam w oko, że dnia następnego zapuściliśmy się na nie pieszo-plażą. Wg GPS’a 4 km. Niestety, Marek pomylił się w zaznaczeniu miejsca docelowego, szliśmy prawie 7 km. Powrót – kolejne 7 km. Nie byłoby źle, nawet łydki dawały radę, gdyby nie ULEWA, która złapała nas po drodze i przelotna burza… Daliśmy radę, przemoczeni wsiedliśmy w autko i pojechaliśmy do 3miasta. Tam zatrzymaliśmy się u rodziny w Pruszczu Gdańskim (Ciocię i Wujka pozdrawiamy i za gościnę dziękujemy :) !), a następnego dnia z zakwasami ruszyliśmy na sopocką plażę. Nasze próby wylegiwania się i nicnierobienia przerywał co chwilę silny wiatr, który zwalał nam na głowy prowizorycznie ustawiony parawan, dlatego też resztę dnia spędziliśmy włócząc się po plaży. Wieczór był przesympatyczny – spotkanie z naszymi przyjaciółmi, Karolą i Marcinem oraz ich śpiącą już, prześliczną córeczką Nadią – nie widzieliśmy się równo rok! Nie mogliśmy się nagadać, tym bardziej, że nie wiadomo kiedy znów się zobaczymy, pewnie nieprędko :( … Było super, pozdrawiamy Was Kochani serdecznie :) ! Sobota minęła pod znakiem Westerplatte i kolejnego włóczenia się – tym razem po plaży w Gdańsku, a dzień zakończył się naszą wizytą u kuzyna Marka, Andrzeja i jego żony Kasi, gdzie głównym tematem było sprawozdanie (także zdjęciowe) z ich ślubu i podróży poślubnej na Sri Lankę. Kasiu i Andrzeju, również pozdrówki przesyłamy :) … Ahhh ciężko się było rozstać z morzem – pewnie znowu na rok…

morze2009-2

morze2009-3

morze2009

2 Responses to “Jodu, jodu… :)”

  1. jedenprocent pisze:

    Przepraszam, mam nadzieję, że nie zburzę spokoju tego serwisu, że tak totalnie off-topic, ale poszukujemy pomocy na leczenie małego Alana. A nuż znajdą się na tej stronce ludzie dobrego serca, bo najmniejsza złotówka i każda forma wsparcia będzie mile widziana. Odwiedź http://www.alanek.org.pl i sprawdź jakim sposobem mógłbyś wesprzeć Alana.

  2. OLO pisze:

    Nobi, ale zarosłeś ;p

Leave a Reply